Deathgasm
AZARATH - Praise The Beast CD
AZARATH - Praise The Beast CD
Cena regularna
€8.00
Cena regularna
Cena promocyjna
€8.00
Cena jednostkowa
/
na
Zapas wyczerpany
Nie można załadować gotowości do odbioru
Label:
Deathgasm
Czwarty pełnowymiarowy album polskich mistrzów death metalu! 11 mrocznych i złowrogich utworów o zawrotnej prędkości i miażdżącej brutalności. Na perkusji Inferno (Behemoth)!!!
Globalna dominacja [7,5/10]:
„Polski”. „Death metal”. Co przychodzi Ci na myśl, gdy słyszysz połączenie tych dwóch? Vader? Behemoth? Tak, ja też. Azarath to polski zespół deathmetalowy z Inferno wspomnianego B na perkusji. Ktoś zgadnie, jak brzmią? Tak, zgadłeś. Obskurny melodeathcore z czystymi chórkami wokalnymi. Nie. Ten 11-letni pluton DM wydał właśnie swój czwarty pełnowymiarowy album, który brzmi bardzo podobnie do dwóch największych hitów z ich rodzimych wytwórni, zwłaszcza Behemoth; ale jest w nich coś innego. Są… bardziej brudni. Bardziej zjadliwi. Bardziej czysty death metal bez syntezatorów, bez wolnych bombastycznych fragmentów i mniej wpływów thrash metalowych, z większymi nawiązaniami do BM. To całkiem niezłe (a może i złe?) gówno.
Ogólna atmosfera albumu jest bardzo mroczna i nieustępliwa, a tempo jest dość wysokie na całej płycie. Riffage prawie nigdy nie zwalnia, ale trzyma jaja słuchacza w mocnym, wściekłym uścisku, nie wykazując oznak litościwego uwolnienia. Kiedy tempo spada, bębny basowe nadal uderzają z oszałamiającą prędkością (przykład: refren „Throne of Skulls”, świetna rzecz!), ale wkrótce atak kontynuuje się kolejnym oszałamiającym blastbeatowym. Jest kilka wysokiej jakości riffów tremolo i leadów z podwójnymi harmoniami gitarowymi (pomyśl o Morbid Angel lub Nile, nie Iron Maiden lub In Flames), a także kilka solówek gitarowych, które nie robią na mnie większego wrażenia, ale robią swoje. Jest też bardzo schludna mroczna czysta partia gitary na końcu utworu tytułowego, przypomina mi trochę czyste interludia Meshuggah. Muszę wspomnieć również o zamykającym album; „From Beyond the Coldest Star” to jeden z najlepszych instrumentali, jakie słyszałem w tym gatunku. Świetne riffy i eteryczny klimat.
Perkusja jest nieskazitelna, czego można (i należy się spodziewać) po Inferno. Bez perkusisty jego kalibru „Praise the Beast” rozpadłoby się w mgnieniu oka; wszystkie blasty i inne skomplikowane rytmy wymagają elitarnej siły za zestawem perkusyjnym, aby w ogóle brzmiały zrozumiałie, nie mówiąc już o dobrym brzmieniu. Mogę cię zapewnić, że brzmią cholernie niesamowicie. Wszystko jest wyjątkowo dobrze wykonane; chociaż werbel mógłby być zmiksowany niżej, szczególnie podczas blastów. Trigger bębnów basowych jest również odrobinę za głośny, ale nie przeszkadza to zbytnio, jeśli nie skupiasz się na słuchaniu. Ogólnie rzecz biorąc, produkcja jest całkiem dobra, jest wystarczająco przejrzysta, ale wciąż brudna. Wiesz. Mięsisty wokal Bruno to kolejny plus; głębokie, brutalne i złowieszcze growle idealnie pasują do pejzażu dźwiękowego.
Przechodząc do negatywów: ogólnie rzecz biorąc, mam wrażenie, że „Praise the Beast” nie jest niczym nowym ani spektakularnym, jakbym słyszał większość tego wcześniej. (No cóż, słyszałem Morbid Angel, Behemoth i Vader). Poza tym, po kilkukrotnym przesłuchaniu wciąż nie pamiętam prawie żadnego riffa… ale miło się tego słucha, słuchając jednocześnie.
Podsumowując, to szybki, brutalny i świetnie zagrany death metal z mroczną atmosferą złej woli, ale niezbyt oryginalny i chwytliwy. Polecam wszystkim fanom brutalnego death metalu.
Udział
