Epitaph
CONVERGE - Axe To Fall CD (ekopak)
CONVERGE - Axe To Fall CD (ekopak)
Zapas wyczerpany
Nie można załadować gotowości do odbioru
Nie przestaje mnie zadziwiać, jak rzeczy, które początkowo odrzucamy, ignorujemy, nie zauważamy, mogą stać się dla nas i naszego życia najważniejsze i najbardziej znaczące.
Pierwszy raz widziałem Converge w 1996 roku z Deadguy, Coalesce i kilkoma innymi zespołami, których nazwy dziś zaginęły w pamięci, w Legion Hall w podupadłej części Buffalo w stanie Nowy Jork. Chciałbym powiedzieć, że odmienili moje życie tamtej nocy, ale tak się nie stało — przynajmniej nie tej nocy. Jednak było coś w sposobie, w jaki ich chudy jak patyk wokalista (Jacob Bannon) rzucił się w wir występu, publiczności i przebłyskach niecodziennego dla Victory Records mosh w ich muzyce, co mówiło o tym, co miało nadejść. Gdybyś mi powiedział, że ten zespół (Converge, jak odkryłem później, kupując gadżety Deadguy) stanie się jednym z najważniejszych nie tylko dla mnie, ale także dla agresywnej muzyki i jej różnych scen i odłamów, uśmiechnąłbym się co najmniej. Zabawne, jak się sprawy potoczyły.
Założony zimą 1990 roku w Bostonie w stanie Massachusetts, w okresie rozkwitu i upadku legendarnej bostońskiej sceny hardcore, Converge jest bezsprzecznie jednym z najważniejszych zespołów w historii muzyki agresywnej. Pomimo licznych zmian w składzie (obecnie zespół tworzą: wokalista i terrorysta od projektowania wizualnego Jacob Bannon, perkusista Ben Koller, gitarzysta/wokalista wspierający Kurt Ballou oraz basista/wokalista wspierający Nate Newton), trendów muzycznych (mosh, tech, płaczący i malujący się faceci, odrodzenie thrash metalu z lat 80.) oraz pojawienia się i zniknięcia większej liczby „następnych wielkich rzeczy”, niż jestem w stanie sobie przypomnieć, Converge ugruntował swoją pozycję lidera w undergroundowym świecie muzyki agresywnej.
Używanie słowa „kamień milowy” w kontekście ich muzycznego kanonu wydaje się zbędne, ponieważ niemal każdy album definiuje gatunek, ale dorobek Converge jest bezkonkurencyjny. Wydawnictwa takie jak „Petitioning the Empty Sky” (1997), „When Forever Comes Crashing” (1998), „Jane Doe” (2001), „You Fail Me” (2004) i „No Heroes” (2006) ugruntowały pozycję Converge jako trendsetterów i innowatorów, wyznaczając nowe standardy w hardcore i metalu z każdym kolejnym wydawnictwem. Te płyty ewoluowały zespół (od inspirowanych thrash metalem, przesiąkniętych hardcorem początków, przez wolniejsze, bardziej złowieszcze i nastrojowe brzmienia, po totalne tsunami wrogości, zawzięte na tworzenie kolejnych utworów) i przyniosły nowe fale naśladowców i naśladowców z każdym kolejnym dziełem. Szczerze mówiąc, czy istniał zespół, który wywarł większy wpływ na przeszłe i obecne „sukcesy” metalowych/hardcore'owych zespołów, niż ten, który został uznany? To prawda: uczciwość ma swoją cenę.
Po prawie 20 latach, tak wspaniałej serii wydawnictw i występie na żywo, który przeszedł drogę od miotających się dzieciaków do legendarnych egzorcyzmów, zarówno dla zespołu, jak i publiczności – obejrzyjcie parter podczas „The Saddest Day” i powiedzcie mi, że to nie jest najbliższe doznaniu niemal religijnemu, jakiego ateiści kiedykolwiek doświadczą – Converge można by wybaczyć za wydanie dzieła, które było po prostu dobre, no dobra, po prostu utrzymujące status quo. W końcu o wiele łatwiej zdobyć tytuł niż go utrzymać, a nawet najwięksi od czasu do czasu się potykają. „Axe To Fall” (trzecie wydawnictwo Converge dla niezależnej instytucji Epitaph Records) jednak nie jest takim powrotem.
Wierni sobie i swojej sztuce, jak zawsze, bez względu na cenę, Axe To Fall nieustannie parli naprzód, niczym rekin, który musi nieustannie płynąć, aby przetrwać. Podczas gdy No Heroes było udoskonaleniem i rozszerzeniem wrogości wypowiedzianej wobec poprzednich ataków, takich jak Jane Doe, Axe To Fall powraca do inspirowanych AmRep noisecore'owych otarć You Fail Me, jednocześnie odświeżając i nadając głębi thrash metalowym wpływom, które zdefiniowały wcześniejsze dokonania Converge (Caring and Killing, Petitioning the Empty Sky), zachowując jednocześnie hardcorową wrogość i szaleńcze tempo, tak istotne dla ich fundamentów. Oczywiście, eksperymentalna udręka i błaganie o zbawienie to nie tylko ostrzenie dawnych noży, ale kolejny krok naprzód w życiu pełnym ich bogactwa.
Od szalonego, gorączkowego otwierającego utworu „Dark Horse”, który jest lawiną dzikości, kulminującą w jednym z najcięższych riffów, jakimi Converge kiedykolwiek zrujnował słuchaczy, po „Worms Will Feed”, złowieszczą eksplorację, która przypływa i odpływa, budując na rozbijających się i cofających falach muzyki i lirycznych potępień („robaki znajdą drogę, szczury znajdą drogę”), po ledwo powstrzymany chaos „Losing Battle” i krwisty, piękny, kulminacyjny siedmiominutowy ponad dénouement Axe To Fall, „Wretched Word”, Axe To Fall to nie jest po prostu kolejna „premiera” lub płyta rozpieszczonych dzieciaków odkrywających metal i płaczących nad tym, jak trudne jest życie na przedmieściach. Axe To Fall to kulminacja niemal dwudziestoletnich zmagań i niechcianych, ale koniecznych lekcji, modlitw o zbawienie zagubionych na wietrze i zbyt ulotnych nocy, podczas których wszystko zamarło, choćby na chwilę, pochłonięte nieuniknionym nadejściem poranka, miażdżących porażek i uświadomienia sobie, że wojna kończy się dopiero, gdy my to robimy, i że nie jest to wojna, którą możemy wygrać, a jedynie przetrwać.
Po raz kolejny nagrany przez genialnego inżyniera dźwięku, Kurta Ballou, którego studio nagraniowe God City Recording Studios stało się mekką dla elity agresywnej muzyki, w której gromadzą się po pomoc w realizacji swoich dźwiękowych kazań (od „Trap Them” i „Czyngis-Tron” po „Torche” i „Buried Inside”), album „Axe To Fall” to najbardziej gęsty dźwiękowo gobelin i najbardziej wyczerpujące wydawnictwo, jakie Converge kiedykolwiek stworzyło, po raz kolejny idealnie odzwierciedlając muzycznie rozdzierające, ale wciąż bijące serce teksty Bannona. To podsumowanie doświadczeń zdobytych podczas pracy nad płytami takimi jak „No Heroes” i „You Fail Me”, również nagranymi przez Ballou w God City, i przewyższa je pod każdym względem.
Ale nawet gdy Converge i Axe To Fall występują osobno — jak Bannon lubi mawiać na żywo: „rodzimy się na tym świecie sami i umieramy sami, więc zostawcie swój ślad, póki tu jesteście” — nigdy nie zapomnieli o podstawowych wartościach sceny hardcore, na której się wychowali i na której wychowali innych: społeczności. Axe To Fall to jak dotąd najbardziej wspólne dzieło Converge, nawet jeśli paradoksalnie brzmi tak samo skupione jak zawsze. Axe To Fall gości takich jak John Pettibone (Undertow, Himsa), Ulf Cederlund (Entombed, Disfear), Steve Brodsky z Cave In, Adam McGrath i JR Connors, F. Sean Martin (Hatebreed), George Hirsch (Blacklisted) i Mookie Singerman z Genghis Tron, Hamilton Jordan i Michael Sochynsky, między innymi, przyczyniając się do jego gęstych dźwiękowych pejzaży. Nawet Steve Von Till (z legendarnych niszczycieli gwiezdnych Neurosis) uświetnia płytę piosenką „Cruel Bloom”, lekceważąc muzyczne ograniczenia i brzmiąc podobnie do tego, co mogliby wymyślić Tom Waits i Mr. Bungle, uwięzieni w pijackim barze na obrzeżach Czyśćca tuż przed nadejściem końca czasów.
Coś, co Bannon powiedział mi lata temu podczas naszego pierwszego wywiadu, utkwiło mi w pamięci do dziś: że hardcore musi być czymś więcej niż kiepską poezją i riffami Slayera. To poszukiwanie i pragnienie bycia kimś więcej definiowały Converge od samego początku i wciąż napędzają ich i ich sztukę. Dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i niezachwianemu przywiązaniu do artystycznej integralności Converge wznieśli się ze skromnych początków, stając się tym kapryśnym i tak rzadkim „czymś więcej”. Axe To Fall kontynuuje swoje panowanie, oby trwało jak najdłużej.
- Christopher Gramlich
Udział
