Comatose Music
Dysenteria - Płyta CD Internal Devastation
Dysenteria - Płyta CD Internal Devastation
Cena regularna
€10.00
Cena regularna
Cena promocyjna
€10.00
Cena jednostkowa
/
na
Zapas wyczerpany
Nie można załadować gotowości do odbioru
Label:
Comatose Music
Absurdalnie ciężki i brutalny, zespół Dysentery z Massachusetts z dumą ogłasza premierę swojego nowego albumu „Internal Devastation” nakładem Comatose Music. Na ich drugim albumie Dysentery dopracował do perfekcji swój miażdżący deathgrind. Łącząc w sobie rozdzierające rytmy i nieustępliwą eksplozję, a wszystko to z potężną produkcją, ten kawałek chorego brzmienia jest już dostępny!!!
Stereokiller:
Po raz pierwszy usłyszałem o zespole Dysentery z Massachusetts w 2004 roku, kiedy rozpadł się z Gutrot, grając „Excruciatingly Euphoric Torment”. Od razu mnie wciągnęło. Grali brutalny death metal dokładnie tak, jak go uwielbiałem: piekielnie ciężki, groove jak żaden inny i miażdżący jak szalony. Słychać było w nich nutę hardcore'u, ale NIGDY nie brzmieli jak zespół deathcore'owy, ponieważ hardcore'owe wpływy najwyraźniej wywodziły się z hardcore'u z lat 90., a nie z metalcore'u.
Przez chwilę nie słyszałem nic o zespole, aż w 2008 roku wydali swój pierwszy pełnowymiarowy album „From Past Suffering Comes New Flesh”. Utrzymał on tradycję splitów, z brutalnością płynącą swobodnie. Niestety, produkcja nie była najlepsza, co szczerze mówiąc, negatywnie wpłynęło na jakość utworów. Niedługo potem nastąpiła zmiana składu. Basista przeszedł na gitarę, a do zespołu dołączył basista Proteus. Napisano i nagrano promocję z dwoma utworami. Same te dwa utwory zniszczyły cały album.
Zespół najwyraźniej ma najsilniejszy skład w swojej historii. Teraz, z nowym albumem „Internal Devastation”, wydaje się być ukoronowaniem tego, do czego zespół dążył od samego początku. Już od pierwszych sekund widać, że produkcja jest daleka od poprzedniego albumu. Jest gęsta i ciężka jak cholera, tak ciężka, że trzeba by było użyć wózka widłowego, żeby ją podnieść.
Zespół gra na pełnych obrotach na tych 14 utworach. Bez cienia przeprosin, album brutalnie rozprawia się z wszystkim, co stanie mu na drodze. Slam może być obecnie dość popularny w death metalu, ale właśnie tak powinien być grany. Kiedy slam, to slam i zdaje się, że jego celem jest zadawanie bólu. Wszystko to z niezaprzeczalnym poziomem chwytliwości riffów. Wciąż do niego wracam i uważam, że jest to już jeden z moich ulubionych utworów 2011 roku.
Ponieważ Dysentery zawsze marzyło o takim składzie i zyskało brzmienie, na jakie zawsze zasługiwało, nagrali ponownie kilka starych utworów, aby oddać im sprawiedliwość. Dostajemy dwa re-recordingi ze splitu, dwa z pierwszego albumu i jeden z promocji z 2009 roku. Wszystkie te utwory prezentują się w pełnej krasie na Internal Devastation, a do tego dostajemy 9 nowych utworów! To prawdziwa czołówka, jeśli chodzi o miażdżący, beatdown death metal.
PS. Muszę pochwalić perkusistę za noszenie bluzy E-Town Concrete na zdjęciu promocyjnym zespołu deathmetalowego!
Przez chwilę nie słyszałem nic o zespole, aż w 2008 roku wydali swój pierwszy pełnowymiarowy album „From Past Suffering Comes New Flesh”. Utrzymał on tradycję splitów, z brutalnością płynącą swobodnie. Niestety, produkcja nie była najlepsza, co szczerze mówiąc, negatywnie wpłynęło na jakość utworów. Niedługo potem nastąpiła zmiana składu. Basista przeszedł na gitarę, a do zespołu dołączył basista Proteus. Napisano i nagrano promocję z dwoma utworami. Same te dwa utwory zniszczyły cały album.
Zespół najwyraźniej ma najsilniejszy skład w swojej historii. Teraz, z nowym albumem „Internal Devastation”, wydaje się być ukoronowaniem tego, do czego zespół dążył od samego początku. Już od pierwszych sekund widać, że produkcja jest daleka od poprzedniego albumu. Jest gęsta i ciężka jak cholera, tak ciężka, że trzeba by było użyć wózka widłowego, żeby ją podnieść.
Zespół gra na pełnych obrotach na tych 14 utworach. Bez cienia przeprosin, album brutalnie rozprawia się z wszystkim, co stanie mu na drodze. Slam może być obecnie dość popularny w death metalu, ale właśnie tak powinien być grany. Kiedy slam, to slam i zdaje się, że jego celem jest zadawanie bólu. Wszystko to z niezaprzeczalnym poziomem chwytliwości riffów. Wciąż do niego wracam i uważam, że jest to już jeden z moich ulubionych utworów 2011 roku.
Ponieważ Dysentery zawsze marzyło o takim składzie i zyskało brzmienie, na jakie zawsze zasługiwało, nagrali ponownie kilka starych utworów, aby oddać im sprawiedliwość. Dostajemy dwa re-recordingi ze splitu, dwa z pierwszego albumu i jeden z promocji z 2009 roku. Wszystkie te utwory prezentują się w pełnej krasie na Internal Devastation, a do tego dostajemy 9 nowych utworów! To prawdziwa czołówka, jeśli chodzi o miażdżący, beatdown death metal.
PS. Muszę pochwalić perkusistę za noszenie bluzy E-Town Concrete na zdjęciu promocyjnym zespołu deathmetalowego!
Udział
