Hecatombe
FREAKHATE - It Comes From The Grave CD
FREAKHATE - It Comes From The Grave CD
W magazynie
Nie można załadować gotowości do odbioru
Śmierć, alkohol, narkotyki i szatan! „It Comes From The Grave” to debiutancki album studyjny hiszpańskich, ohydnych bestii znanych jako Freakhate. To absolutnie obrzydliwy death/doom metal dostępny po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych za pośrednictwem Horror Pain Gore Death Productions. Ekskluzywna, limitowana edycja z alternatywną grafiką. Mocno inspirowany Abscess, Autopsy, Celtic Frost, Coffins, Divine Eve, Eyehategod i GG Allin... cholernie chory!!!
Mój ostatni rozdział:
Nigdy nie słyszałem o Freakhate przed wydaniem tego albumu, a wcześniej wydali tylko split i demo, a po It comes from the grave rozstali się. Więc chyba taka jest ich krótka historia… Przesłuchałem album pod pretekstem, że to album doom/death, ale okazało się, że to raczej krwawy i powolny death metal w starym stylu.
Dzieje się tu wiele, co diametralnie różni się od standardowego schematu doom/death, jednym z nich jest wokal. Krwawy i chropawy styl krzyczenia jest nieco zbliżony do Kama Lee z Bone Gnawer (ale mniej rozpoznawalny), a muzycznie również istnieją pewne podobieństwa. Wyobraź sobie mieszankę wspomnianego zespołu i takich zespołów jak Abscess i Autopsy, ale wrzuconą do miksu trochę goregrindu i doom metalu. Historia Freakhate jako zespołu bardziej zorientowanego na grindcore czasami przebija, chociaż główne tempo jest czymś w rodzaju wolnego środka. W przypadku utworów takich jak Keep the cult of the crypt alive i Coffin worm naprawdę zwalniają tempo, a podobieństwa do japońskiej potęgi Coffins stają się oczywiste. Ale kiedy Lords of the alcoholocaust wchodzi na scenę, przynosi ze sobą pół-thrashowy klimat, który trochę przypomina mi Paganizer. A na całym albumie jest kilka momentów, w których nie mogę przestać myśleć o zespole Corrupted.
Choć utwory różnią się nieco stylem, to wszystko i tak świetnie się składa, a album płynie naturalnie. Gore-rockowy wokal idealnie pasuje do melodii i dopełnia pijacką atmosferę przesiąkniętą beznadzieją i śmiercią. Riffy mogą nie być czymś, co zapadnie w pamięć na zawsze, ale It comes from the grave ma swój udział fajnych leadów i tak dalej. Produkcja jest ciężka jak cholera i błotnista jak diabli, co nie mogłoby być bardziej odpowiednie, biorąc pod uwagę brudne melodie. Jedyne, na co mam pretensje, to słabo brzmiąca perkusja, która wydaje się dość płaska w porównaniu do ciężkości gitary i basu (Keep the cult of the crypt alive ma moment bardzo słyszalnego basu i brzmi on niegodziwie). Ale z drugiej strony jest to tak krwawy, morderczy album, niemniej jednak. Freakhate udało się połączyć goregrind, death, doom i thrash metal w niezwykły sposób. Mulisty, błotnisty i bezkompromisowy gore.
Udział
