Pomiń, aby przejść do informacji o produkcie
1 z 1

Psychedoomelic

GALLOW GOD - Fałszywa mistyczna proza ​​CD

GALLOW GOD - Fałszywa mistyczna proza ​​CD

Cena regularna €8.00
Cena regularna Cena promocyjna €8.00
W promocji Wyprzedane

Zapas wyczerpany

Brytyjski zespół doom metalowy z debiutanckim albumem. Brzmi bardzo tradycyjnie, ale ma też w sobie odrobinę epickiego brzmienia. Debiutancki album zespołu trwa niecałe czterdzieści minut. To album, który Black Sabbath powinien nagrać zamiast Technical Ecstasy. W wokalu słychać nawet coś z młodego Ozzy'ego. Powolny, mroczny, przemyślany, emocjonalny. Dla fanów Fall Of The Idols, Isole i szczerego doom metalu...

MetalPsalter.com:
W świecie, w którym piękno fizyczne króluje, a oko zawsze szuka tego, co przyjemne i kojące, mamy tendencję do pomijania nieszczęsnych, brzydkich pośród nas. Tak, brzydota może być równie piękna; to, co po prostu nie jest atrakcyjne dla masowego odbiorcy, jest często najbardziej pomijanym wierszem w zeszycie.
Muzyka, na przykład klasyczna, jest zazwyczaj piękna i urzekająca w pewnych mediach. Ale, jak to rzadko bywa, brzydka muzyka wśród nas po prostu bierze zardzewiały nóż myśliwski, poplamiony i zniszczony, i wycina inicjały na twojej skórze w powolnym, ostrożnym tempie. Chcesz krzyczeć, ale nie możesz; bólu nie ma, a wiesz, że powinien być… po prostu go nie ma. Jesteś udobruchany i pogodzony, by po prostu pozwolić mu przejąć kontrolę i mieć nadzieję, że nie zmieni niczego zbyt dramatycznie.
Teraz masz Boga Gallow.
Z Wielkiej Brytanii (skądże indziej?) pochodzi ten kwartet opuszczonych, i to jest prawdziwa pochwała. To nie jest „brudne” brzmienie, jakie usłyszysz z tej EP-ki; raczej przypomina to bycie w ciasnym pudełku, gdzie drewniane boki wciskają się powoli w twoje ciało, trzymając cię, a nawet zmuszając do poddania się, a nastrój jest taki, że nawet nie przeszkadza ci zbliżający się horror. Brzmieniowo trzeźwiący, False Mystical Prose to to, na czym zbudowano doom metal, moi przyjaciele. Sabbath może i to zapoczątkował, ale jestem pewien, że nawet Mister Iommi i ekipa musieliby się ukłonić młodszemu pokoleniu w interpretacji takich żałobnych pieśni. Pochodnia została przekazana na zawsze i wszystko, co możemy zrobić, to gotować się w tym upale. Jeśli black metal ma być zimny, to ten album jest ciepły i komfortowy, ale miejscami wciąż niespokojny, aby nie uśpić cię w całkowitej uległości.
Kiedy „The Sin and Doom of Godless Men” sączy się ze stereo, nie jesteś pewien, co czuć; wiesz, że w pomieszczeniu jest jakaś obecność, ale jesteś zbyt pochłonięty obniżonym nastrojem wypełniającym twoją głowę, by się tym przejmować. A ta muzyka wypełnia twoją głowę, uwierz mi! Od czasu Warning, Procession czy 40 Watt Sun żaden zespół nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia rodzajem doomu, który po prostu szepcze ci pijacko do ucha. Wokalista/gitarzysta Daniel Tibbals przechadza się po tych utworach jak kaznodzieja w jakiejś katedrze na odludziu do zgromadzenia, które nie składa się z nikogo; ton jest tak tajemniczy i obejmujący, że nie możesz nawet uwierzyć, że utwory się kończą, kiedy to robią, a to są dość długie piosenki. W nieco poniżej 40 minutach i czterech utworach, ci goście nie grają w żadne gry i nie oferują litości.
„Summon the Rune Wizard” wbija w ziemię poszarpaną czarną flagę; to powolny pochód ludzi owiniętych diabelskimi nutami tak ciasno, że aż mnie zadziwia, iż to debiutanckie dzieło zespołu. Produkcja jest ciepła i głośna, bez przesady i bez popadania w samozadowolenie ProTools. Ten album jest tak nastrojowy, że balansuje gdzieś między depresją a zadowoleniem – w innym wypadku trudno byłoby się w nim odnaleźć, gdyby nie muzyczny przewodnik, który powstrzymuje przed całkowitym poddaniem się jednej lub drugiej stronie. To po prostu spojrzenie w głąb studni pustki, którą wszyscy głęboko nosimy.
Poświęć chwilę mądrze i sięgnij po tę płytę. To tak ciężki trip, że nie wyobrażasz sobie końca, dopóki muzyka nie ucichnie.

Pokaż kompletne dane