At War With False Noise
GHAST / ABANDONER - Split CD
GHAST / ABANDONER - Split CD
Zapas wyczerpany
Nie można załadować gotowości do odbioru
Dwa utwory zespołów, które poruszają się w mrocznym, ciężkim stylu z różnych końców spektrum, ale które doskonale się uzupełniają.
Dwa utwory z „Ghast” to boleśnie powolne, ciężkie i nieubłaganie powtarzalne żałobne pieśni ultradoomu. Wyczuwalne są w nich wyraźne sludge'owe nuty, ale to zdecydowanie coś dla fanów mrocznego doomu/sludge'u: pomyślcie o Moss, Burning Witch, Corrupted itd.
Abandoner to Jay i Ryan z Unearthly Trance, ale to zupełnie inna propozycja: postindustrialne pejzaże dźwiękowe, niemal jak alternatywny soundtrack do Eraserhead. Przesiąknięte sprzężeniami, niemal zanikające wokale, brzęczące, przetworzone gitary – wszystko to łączy się w OGROMNĄ, mroczną, niemal symfoniczną całość. Muzyka totalnie pusta.
Jesteśmy prawie pewni, że mamy już ogarniętą tę sprawę z Ghastem, jest Ghast walijski, którego May The Curse Bind właśnie zostało wznowione na winylu, który handluje rodzajem black metalu z doomem, a potem jest ta kanadyjska horda, której brzmienie jest o wiele bardziej brudne i popieprzone, rodzaj lodowcowego, blackowego pełzania, wszystko to obniżony sludge, rozpadające się przestery i ostre, bulgoczące, demoniczne wokale, nie wspominając o dziwnym wirze gritu, brudu, brzęczenia i syczenia, które zdają się otaczać wszystko, co robią, niczym wspaniała czarna dźwiękowa chmura syczenia i trzasków. I właśnie to dostajesz na tych dwóch utworach, dwa rozbudowane festyny brudu, miażdżące, ciężkie żałobne pieśni, każdy z nich to chwiejący się dźwiękowy behemot, wyjący, pełen nienawiści, przygnębienia, depresji, ciężaru i brutalności jak cholera. Te ultradoomowe brzmienia pełzną złowrogo, wokale czasem zanurzone w pogłosie, czasem tylko chrząkają i bulgoczą demonicznie, melodie grane minutami, pogrzebane w mroku i bagnie, superdynamiczne i nieco dziwaczne, zwłaszcza drugi utwór, wokale brzmiące niemal jak Muppet, a dźwiękowy marsz śmierci bombardowany dziwną elektroniką i smugami trzaskającego szumu. Naprawdę cholernie świetne. Ci goście naprawdę powinni dostać taką samą miłość jak Moss, Bunkur i Corrupted...
Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o Abandonerze, ale najwyraźniej to rodzaj blackowego, postindustrialnego, dronowego zespołu, złożonego z członków amerykańskiego doom sludge'owego giganta Unearthly Trance. Co dziwne, UT idealnie pasowałoby do brzmienia Ghasta, może nawet za bardzo, więc zamiast tego jesteśmy raczeni, a raczej karani, żrącymi pejzażami dźwiękowymi Abandonera, pełnymi dzikich sprzężeń zwrotnych, dziwnych, przetworzonych dźwięków, mnóstwa brzęczenia i dudnienia, gitarami, na których nie gra się zbyt często, a które mogą wypuszczać chrupnięcia, wycia i piski, wszystko to otulone mglistym polem mrocznego brzęczenia, przeplatanego uszkodzoną elektroniką, hałaśliwego, ale nie SZUMOWEGO, bardziej jak coś w rodzaju jeszcze bardziej pokręconego, mniej melodyjnego Wolf Eyes? Ale zdecydowanie fajny materiał i interesujące przeciwieństwo monstrualnego, obniżonego, black doomowego trudu Ghasta. - Wodnik
Udział
