Pomiń, aby przejść do informacji o produkcie
1 z 1

Willowtip

MARUTA - In Narcosis CD

MARUTA - In Narcosis CD

Cena regularna €10.00
Cena regularna Cena promocyjna €10.00
W promocji Wyprzedane

Zapas wyczerpany

Label: Willowtip

MARUTA (1945): kryptonim specjalnego projektu z czasów II wojny światowej, w ramach którego japońska armia wykorzystywała ludzi do eksperymentów tortur

MARUTA (2008): Trzech facetów z Miami, którzy chcą rozwalić Ci łeb! I rozwali Ci łeb na IN NARCOSIS, swoim debiutanckim albumie. Brudny i brudny, z zaskakującym elementem groove, rytmicznym kiwaniem głową i blast beatami o takiej precyzji, że można by pomyśleć, że za perkusją stoi RoboCop!

Stombol Teufelstom:
Po kilku latach względnej przeciętności scena grindcore'owa stała się dość nudna, a dobrych premier było niewiele. W 2008 roku wszystko się zmieniło. Nie wiem, dlaczego ten rok okazał się tak wspaniały dla grindcore'a, ale dzięki znakomitym wydawnictwom Captain Cleanoff, Exit Wounds, Kill The Client i Agenda Of Swine rok 2008 zapowiada się jako najlepszy rok dla grindcore'a od ponad dekady.
Do stale rosnącej listy zabójczych grindcore'owych wydawnictw z 2008 roku można dodać kolejny album: „In Narcosis”, debiutancki album grindcore'owej grupy Maruta z Florydy. Z 15 utworami trwającymi nieco ponad 32 minuty, „In Narcosis” oferuje dynamiczny, nieustępliwy atak, pełen huku, wrzasku i shredu. Materiał ma zaskakująco ciężki i brutalny charakter, znacznie cięższy niż większość grindcore'owych wydawnictw Willowtip, z gęstym, mięsistym brzmieniem gitary i potężnym wokalem o wysokich i niskich tonach.

Doświadczenia ze słuchania „In Narcosis” można najlepiej opisać jako przyciśnięcie ucha do pralki z nierównomiernie wsadzoną muzyką, gdy ta trzęsie się na wszystkie strony, a ktoś wali w nią patykami i krzyczy ci do drugiego ucha. Doprowadzi cię to do szaleństwa, krzyku i dezorientacji.
Riffy są szybkie i agresywne, blasting jest potężny, a chrząknięcia, growle i wrzaski nierealne. Materiał przypomina mi trochę Putrescence z głębokimi growlami, krzykami, mrocznym, błotnistym brzmieniem i nutą goregrindu zmieszanymi z nieustępliwym grindowaniem Kill The Client i szybkim tempem Exit Wounds. Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że No Escape Records wyda płytę o takiej intensywności i ciężarze, ale brawa dla Jasona Tiptona za to, że jako pierwszy podpisał z nimi kontrakt.
In Narcosis to zabójczy debiut. Jedyne, do czego można się przyczepić, to dość surowa produkcja, przez co materiał brzmi bardziej jak goregrind niż grindcore, ale materiał jest cholernie solidny, więc wszelkie skargi na produkcję będą pochodzić od palantów, których opinie i tak są bez znaczenia. In Narcosis Maruty to kolejny zabójczy grindcore'owy album, który trzeba mieć w 2008 roku!
Pokaż kompletne dane