Hells Headbangers
MOLDER - Vanished Cadavers CD
MOLDER - Vanished Cadavers CD
Cena regularna
€12.00
Cena regularna
Cena promocyjna
€12.00
Cena jednostkowa
/
na
Niski poziom zapasów
Nie można załadować gotowości do odbioru
Label:
Hells Headbangers
Categories: Death metal , Nowości , płyta CD
Debiutancki album Moldera „Vanished Cadavers” to triumfalny kawałek oldschoolowego death metalu grime, pełen drapiących kości riffów, ściskających wnętrzności groove’ów i wystarczającej ilości niekonwencjonalnego uroku, by wyróżnić się z tłumu uwielbionych OSDM. Pochodzące z Illinois trio – Aaren Pantke (gitara/wokal), Dominic Vaia (bas) i Kyle Poole (perkusja) – tworzy brzmienie, które jest jednocześnie pełne szacunku i orzeźwiająco energetyczne, łącząc mrok wczesnego „Autopsy” z tupotem „Obituary” i brudnym groove’em „Cianide”. Już na samym początku, otwierający „Granulated Chunks” nadaje ton miażdżącemu, średniemu tempu atakowi, od razu przywodząc na myśl najcięższe kawałki Scream Bloody Gore, a jednocześnie nawiązując do bezpretensjonalnej brutalności najlepszych wykonawców undergroundu. Wokal Pantkego wyje i kipi z Tardy'ego polotem, przeciągając każdą sylabę przez brud w sposób idealnie pasujący do ponurej estetyki płyty. Choć Vanished Cadavers jest głęboko zakorzeniony w tradycjach death metalu z końca lat 80. i początku 90., nie sprawia wrażenia przestarzałego. Zamiast tego Molder wstrzykuje zaskakujące poczucie dynamiki poprzez rytmiczną wariację, punkową agresję i inteligentne wykorzystanie gościnnych występów – szczególnie zauważalny jest Mike Perun z Cianide w szaleńczym utworze „Act of Revenge”, który dodaje warstwę chicagowskiego death metalu do i tak już zabójczej mieszanki. Utwory takie jak „The Sweet Taste of Death” i „Feasting on Dirt” swingują z zaraźliwymi, niemal thrashowymi rytmami, podczas gdy „Incipient Disease” zwalnia do mdłego, powolnego tempa, pokazując zdolność zespołu do zagłębiania się w bardziej doomowe, nastrojowe terytorium bez utraty pazura. Bas Vaia rzadko pojawia się w centrum uwagi podczas tego drugiego utworu, dodając niezbędnej warstwy charakteru i niskiego ciężaru, który równoważy gitarowy atak. Jeśli chodzi o produkcję, Molder stawia na gęste, organiczne brzmienie, które jest ciężkie, ale nie przesadnie dopracowane. Dźwięki są makabryczne, ale czyste, pozwalając, aby teksty zespołu przebijały się przez grime. Surowa, czarno-biała oprawa graficzna Gruesomegraphx to idealne połączenie wizualne – w równych częściach horror i humor, niczym ożywiona, obłąkana kreskówka o rozpuście kopania zwłok. Zamknięcie albumu porywającym coverem „Serenade in Lead” Asphyx nie tylko oddaje hołd ich inspiracjom, ale także wzmacnia zdolność Moldera do utrzymania się wśród legendarnej elity gatunku. Z nieco ponad półgodzinnym czasem, Vanished Cadavers nie nadużywa swojej gościnności. Jest surowy, chwytliwy i pewnie wykonany – to śmiały pierwszy krok, który nie na nowo odkrywa death metalu, ale zamiast tego przypomina słuchaczom, dlaczego ta muzyka wciąż porywa, gdy gra się ją z przekonaniem. Molder być może wyłonił się z grobu przeszłości, ale tym debiutem udowodnił, że jest czymś więcej niż tylko kolejnym ożywionym trupem.
Udział
