Zespół OBLIVION powstał z zamiarem tworzenia ekstremalnego metalu, który przetrwa wieki, muzyki, która przekracza granice gatunków i czasu. W skład zespołu wchodzi plejada gwiazd metalowych: basista Ben Orum był założycielem i głównym autorem tekstów w zespole All Shall Perish, wokalista dr Nick Vasallo jest profesorem muzyki i uznanym na całym świecie kompozytorem modernistycznym, gitarzysta Victor Dods kończy doktorat z matematyki, gitarzysta Ted O'Neill to weteran sceny z 25-letnim stażem, a perkusista Luis Martinez to młody, muzyczny fenomen, wyszkolony przez Ndugu Chanclera. Ich debiutancki album „Called to Rise”, wyprodukowany przez Zacka Ohrena z Castle Ultimate Studios (Suffocation, Immolation, Decrepit Birth, Deeds of Flesh), spotkał się z jednogłośnym uznaniem krytyków i fanów. Wydany własnym nakładem debiut wyprzedał się natychmiast i jest obecnie wznawiany przez Unique Leader Records. OBLIVION, który już teraz jest zapowiadany jako „najlepszy nowy zespół deathmetalowy od lat”, ma kilka unikalnych cech, które z pewnością zaintrygują masy.
Muzyka Sputnik [90%]:
Opisanie debiutanckiego albumu Oblivion z 2013 roku, Called To Rise, jako albumu czysto deathmetalowego, świadczy o ogromnej ignorancji, ponieważ muzyka zespołu zawiera o wiele więcej głębi. Powstały z popiołów starego składu All Shall Perish po odejściu Bena Oruma, to jedenastoutworowy pokaz niczego więcej niż czystej agresji z większą muzyczną głębią, niż wiele zespołów może znaleźć w całej swojej dyskografii. Na tym wydawnictwie rozsiane są elementy muzyki progresywnej i black metalu z riffami wyraźnie inspirowanymi zespołami thrash metalowymi, które dominowały na scenie metalowej w latach 80., a wszystko to z piękną deathmetalową powłoką, którą dumnie nosi i zakotwicza wszystkie te style, nadając im jeden solidny punkt odniesienia. Aby zakończyć debatę, tak, jest to wydawnictwo deathmetalowe, ale z ogromną różnorodnością brzmienia i elementami wielu innych gatunków, co sprawia, że jest to jedno kopające tyłek wydawnictwo.
Instrumentalny kunszt, jaki tu prezentujemy, jest godny podziwu, a hiperszybka i techniczna gra na gitarach napędza album w fantastycznym tempie. Gra na gitarach jest prowadzona ze smakiem i nie jest tak brutalna dla ucha, jak w przypadku większości „technicznych” utworów metalowych, a wręcz brzmi na tym wydawnictwie wręcz niesamowicie. „Reigns Of Fire” to doskonały przykład brzmienia gitar na tym wydawnictwie, z szybkim przejściem od wysoce technicznych riffów do bardziej thrashowego stylu opartego na akordach, stanowiącego swego rodzaju interludium. Partie gitar są również napisane w bardzo progresywny sposób, pozostawiając słuchacza z pytaniem, jak dostały się z punktu A do punktu B. Przejścia na tym wydawnictwie są pomysłowo napisane, tak aby każdy riff płynnie przechodził w kolejny, nie zakłócając płynności wydawnictwa, dzięki czemu album sprawia wrażenie jazdy kolejką górską i solidnego wiru błyskawicznych riffów, które gwarantują zawrót głowy. Solo w utworze „Reigns Of Fire” jest również świetnym przykładem tego, jak dobre są solówki na tym albumie, z dużą dozą melodii, zamiast sprawiać wrażenie, że solo jest jedynie wymówką dla Teda O'Neilla, thrashera z Bay Are, by grać najszybciej, jak potrafi.
Perkusja na tym wydawnictwie jest intensywna i zróżnicowana, przy czym tradycyjne blasty są daniem głównym, ale pojawia się też wiele wolniejszych rytmów, które nigdy nie wydają się bez życia ani pozbawione kreatywności. Jeśli chodzi o różnorodność, to może to być jeden z najbardziej zróżnicowanych albumów extreme metalowych ostatnich lat. Cancer Of Wraiths od razu pokazuje, jak szybko ten album może zmieniać style od otwierającego beatu z szybkim lead fill na górze, po czym zanurza się w szybkich blastach, a następnie zwalnia trochę na rzecz thrashowej sekcji i szybkich podmuchów kontrabasu. Następnie pojawia się najlepszy riff utworu, który jest znacznie wolniejszy i znacznie bardziej chuggy, i służy jako riff refrenu. Cancer Of Wraiths jest prawdopodobnie najlepszym utworem na albumie z szeroką gamą stylów znalezionych w riffach i ciągle zmieniających się prędkościach, a kto mógłby zapomnieć o tej cudownej wolniejszej sekcji pod koniec utworu. Multiverse podąża śladami Cancer Of Wraiths i jest ciekawszym utworem z czystym początkiem, który trwa dość długo, ale nie nudzi dzięki atmosferze, jaką tworzy, zanim szybkie perkusyjne wypełnienie prowadzi do absurdalnie szybkiego riffa z kostką tremolo, a następnie pięknego, dynamicznego riffa thrash metalowego, zanim tremolo rozpocznie się ponownie. Wokale w tym utworze należą do najlepszych na albumie, z chrapliwymi growlami przypominającymi melodyjny death metal, wysokimi wrzaskami, które idealnie brzmiałyby na albumie blackmetalowym, oraz niskimi tonami. Nick Vasallo należy do najbardziej zróżnicowanych wokalistów w ekstremalnym metalu i naprawdę wnosi wiele do tego wydawnictwa, rycząc z ogromnym przekonaniem w swoich tekstach o fantastycznych królestwach i krainach pogrzebanych pod ziemią.
Debiut Oblivion z 2013 roku to album, na który warto zwrócić uwagę, ponieważ jest to prawdopodobnie najlepsze wydawnictwo tego roku do tej pory, z ogromną pasją w utworach i elementami każdego ekstremalnego metalu płynnie wplecionymi w deathmetalowy rdzeń. Przykładem brzmienia tego albumu jest niesamowity arcydzieło metalu progresywnego, jakim jest Multiverse, lub długi, ale niesamowity, zamykający album „Oblivion Part 2”. To wydawnictwo ma tak wiele różnych oblicz, że tworzy różnorodną i interesującą podróż, która pozostanie z Tobą na długo po przesłuchaniu. Choć może się to wydawać przedwczesne, to już teraz jest potencjalnym kandydatem do albumu roku…