Don Carlos Prod.
RABID DOGS - Płyta CD Rabid Dogs
RABID DOGS - Płyta CD Rabid Dogs
Zapas wyczerpany
Nie można załadować gotowości do odbioru
Nadszedł wreszcie czas na rozpoczęcie nowej przygody w ekstremalnym świecie undergroundu. Naszą działalność rozpoczynamy debiutanckim albumem zespołu Rabid Dogs.
Album o tym samym tytule, nazwany tak samo jak zespół Rabid Dogs, nagrany w Alien Recording Studio (Tools Of Torture, Bowel Stew, SpermBloodShit, Rising Moon) i ozdobiony kolorową oprawą graficzną autorstwa PainSugar, zawiera 15 utworów intensywnego i szalonego grind 'n' rolla.
Metalstorm.net:
Rabid Dogs to włoski zespół, któremu niedawno udało się wydać swój debiutancki album o tym samym tytule. Promują się jako grind'n'rollowcy i prawdę mówiąc, nie byłem do końca pewien, co będzie dalej, kiedy zacząłem słuchać albumu. Mimo to, udało mi się wczuć w nastrój już od pierwszego utworu, zaraz po intro.
Nie mam wiele do powiedzenia na temat ich brzmienia, zespół mówi wszystko jednym zdaniem: „Łącząc grindcore, powerviolence, punk i rock'n'roll z pulpowymi motywami, Rabid Dogs zaprowadzi cię do brudnego rynsztoka „krainy spaghetti”… bo przemoc to włoska sztuka!”. Po prostu nie mógłbym się bardziej zgodzić. Nawet okładka jest dość reprezentatywna, a intro przygotowuje grunt i wzmacnia ogólny klimat. Będziesz świadkiem mile widzianych ilości grindowej przemocy, a kiedy poczujesz chęć zniszczenia wszystkiego wokół, ogólne brzmienie zmienia się w agresywną formę rock'n'rolla z pasażami do wspólnego śpiewania, czystym rockowym charakterem i cięższym brzmieniem. Jest tu wszystko: przemoc, groove, świetne riffy, szeroka gama wokali (świńskie piski, duszące wrzaski, beztroskie okrzyki „oi!”, thrashowe przeciążenia z pluciem słów itp.), pulsujące linie basowe, porywająca perkusja i oczywiście potężny rdzeń narastającej energii.
Gdyby włoska mafia miała swoje korzenie w muzyce metalowej, to imienny album Rabid Dogs byłby jej oficjalną ścieżką dźwiękową od środka. Rabid Dogs to dobry debiut w dyskografii, z całkiem dobrą produkcją i momentami wyczuwalnym kinowym klimatem. Będę ich śledził w bliższej lub dalszej przyszłości i mam szczerą nadzieję, że utrzymają ten poziom i osiągną więcej.
Zadzwoń do swoich kanibalistycznych przyjaciół, opróżnij pokój ze wszystkiego, co da się stłuc, poczuj się na granicy zawału wątroby, wciśnij przycisk odtwarzania i imprezuj, aż nie będziesz mógł się dłużej bawić! I tak nie sądzę, żebyś przeżył, dopóki nie skończy się 31 minut albumu.
„Silencio! Impianti politicanti di mierda!”
Udział
