Pomiń, aby przejść do informacji o produkcie
1 z 1

Memento Mori

RIGOR SARDONICOUS - Praeparet Bellum CD

RIGOR SARDONICOUS - Praeparet Bellum CD

Cena regularna €11.00
Cena regularna Cena promocyjna €11.00
W promocji Wyprzedane

Zapas wyczerpany

Label: Memento Mori

Długo oczekiwany, siódmy album studyjny tego amerykańskiego zespołu. Prawdziwi mistrzowie słuchowej męki, Rigor Sardonicous, to jeden z najbardziej kultowych zespołów amerykańskiego undergroundu ekstremalnego metalu. Założony w 1988 roku, długoletni duet basisty Glenna Hamptona i wokalisty/gitarzysty Josepha Fogarazzo pozostaje jednym z najmroczniejszych i najbardziej przerażających zespołów, które nazywają „death metal” swoim domem. Wspomagani przez swój niezawodny automat perkusyjny, Rigor Sardonicous są kompletnie bez życia i przeraźliwie powolni, niemal prowokując słuchacza do znalezienia jakiejkolwiek „zabawy” w ich wszechogarniającej pustce bezwładności. Ich muzykę można by niemal zakwalifikować jako doom/death metal, ale nie w tradycyjnym sensie; Istniejący równie długo (a nawet dłużej) niż estetyczni poprzednicy, tacy jak Unholy i Evoken, Rigor Sardonicous w zwolnionym tempie równie mocno emanuje prymitywną fakturą przyszłości, podobną do najwcześniejszego Godflesh, a zwłaszcza kultowego Skin Chamber. Tak samo jest z „Praeparet Bellum”, pierwszym pełnowymiarowym albumem zespołu od ponad dekady. Natychmiast i zgubnie rozpoznawalny jako Rigor Sardonicous, „Praeparet Bellum” na szczęście zawiera wszystkie charakterystyczne elementy duetu: miażdżącą ciężkość, gardłowy wokal i najwolniejszy w pisaniu piosenek ruch, ale degraduje je do przerażającego poziomu. Być może z powodu ich upiornej nieobecności od czasu wydanego w 2012 roku przez Memento Mori albumu „Ego Diligio Vos”, Rigor Sardonicous brzmią na „Praeparet Bellum” bardziej unikalnie niż kiedykolwiek: podgatunki doom/death metalu i funeral doom zdecydowanie rozkwitają, ale wokół nie ma prawie nic tak nieustająco pustego i beznadziejnego jak ten. Tego albumu się nie „słucha”, a już na pewno nie „znosi”, bo jego złowrogiej otyłości można jedynie doświadczyć. Ponure? To po prostu zbyt zabawne. Oto Koniec wszystkich Końców. Ostrzegam: nie wrócisz z „Praeparet Bellum”!

Pokaż kompletne dane