Black Hole Prod.
The Black Coffins z Sao Paulo, agresywna, brudna i diabelska hybryda groove'owego death metalu, punku i hardcore'u, okraszona grozą typową dla szwedzkiego death metalu, może i nie przypomina niczego, czego słuchaliście do tej pory, ale posiada wszystkie składniki, które czynią muzykę kultową tak porywającą i wspaniałą. Dead Sky Sepulchre, ich najnowsze wydawnictwo od Black Hole Productions, to nieprzerwany, wściekły atak metalu, który rockuje i grinduje, wrzeszczy i szarpie na całej długości, a jego ponura i mroczna atmosfera tworzy tło.
GOŚCIE SPECJALNI: Milosz Gassan (Morne), Marissa Martinez (Repulsion), James (Facada), Dimitry Globa (ex-Phurpa). OKŁADKA: VIRAL GRAPHICS (Wolves in the Throne Room, Melvins, Electric Wizard, Unearthly Trance).
Archiwum Metalowe [85%]:
Gdy odrodzenie oldschoolowego death metalu osiąga masę krytyczną, panowie zaczynają oddzielać się od myszy; zespoły, które naprawdę to robią, wydają naprawdę zajebiste płyty, aby pokazać, że mają to, czego potrzeba, by dotrzymać kroku starej gwardii, a nawet więcej. Jedną z takich młodych, głodnych sukcesu grup są The Black Coffins z Sao Paulo. Posiadając południowoamerykańskie zamiłowanie do brudu i furii, łącząc je z rozsadzającym wnętrzności rykiem sztokholmskiego szwedzkiego death metalu, ci metalowi łobuziaki dają do zrozumienia, że inni aspirujący praktycy OSDM są pod wrażeniem swoim debiutanckim albumem „Dead Sky Sepulchre”.
Wiem, co sobie myślicie; wszyscy, łącznie z babciami, robią to, co Boss HM-2 ma w sobie Entombed/Dismember/Grave, spotyka crust/hardcore; sam Southern Lord wydał w 2012 roku około 5000 płyt tego materiału. Ale widzisz, rzecz w tym, że są zespoły, które robią to dla mody, a są takie, które robią to z cholerną pasją; The Black Coffins zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii. Jest w nich pewien łamiący kark zapał, który charakteryzuje wszystkie najlepsze brazylijskie zespoły, słyszeliście go u wczesnej Sepultury, Sarcofago, Sextrash i nowszego Violatora; The Black Coffins są opętani tą samą młodzieńczą radością (powracający motyw tutaj na THKD) w nadmiarze, tą samą potrzebą rozwalania wszystkiego na kawałki i deptania resztek na pył.
Słuchając Dead Sky Sepulchre, wyraźnie widać, że The Black Coffins czerpią inspirację z czegoś więcej niż tylko z typowych podejrzani; w kilku z tych utworów słyszę mnóstwo uwielbienia dla Integrity, a skąd pochodzę, nie ma w tym nic złego. Odświeżające jest usłyszeć zespół, który wyraźnie podziela moje przekonanie, że Those Who Fear Tomorrow jest równie miażdżący co Left Hand Path. Sztokholmski death metal i rodem z Cleveland, „święty terror” hardcore'u Integrity i Ringworm zajmują bardzo podobną przestrzeń brzmieniową; kwestią czasu było, zanim ktoś wpadł na pomysł połączenia tych dwóch gatunków, a The Black Coffins robią to z takim kunsztem i intensywnością, że Dead Sky Sepulchre brzmi jak dzieło zaprawionych w bojach weteranów, a nie debiutancki album (sądzę, że jest też trochę Motörhead w sposobie, w jaki ci panowie przebijają się przez swoje utwory, ale to chyba oczywiste).
Dzięki Dead Sky Sepulchre The Black Coffins sprawili, że album, o jakim marzą wszystkie zespoły próbujące tego stylu. No dalej, wymieńcie zespół; The Black Coffins przetaczają się po nich niczym czołg M-1, który został przejęty przez hordę krwiożerczych psychopatów. To melodyjna, brutalna brutalność najwyższego rzędu; idealna ścieżka dźwiękowa do brutalnych bójek na pięści na środku opuszczonego cmentarza. Cokolwiek robicie, nie pozwólcie, by to wydawnictwo z końca 2012 roku umknęło waszemu metalowemu radarowi.