Aesthetic Death
THE NIHILISTIC FRONT - Procession To Annihilation CD
THE NIHILISTIC FRONT - Procession To Annihilation CD
W magazynie
Nie można załadować gotowości do odbioru
Categories: Death metal , płyta CD
Czwarty album australijskiego zespołu THE NIHILISTIC FRONT grającego ekstremalny death doom. Brzmi i wygląda niesamowicie i brutalnie – spodziewajcie się morderczego, ekstremalnego death doomu w stylu wczesnego INCANTATION, DISEMBOWELMENT i ENCOFFINATION.
Z prochu powrócił [7.5/10]:
W środkowej rozkładówce książeczki albumu widnieje napis „EXTREME FUCKING DOOM” na tle zadymionego, czarno-białego pejzażu miejskiego i naprawdę nie potrafię wyobrazić sobie lepszego sposobu, by go opisać. The Nihilistic Front, wierni swojej nazwie, tworzą bezduszny, przytłaczający splot estetyki death i doom metalu, który, choć nie jest w swej naturze pogrzebowy, przypomina obserwowanie tlącej się i rozpadającej cywilizacji. Co prawda, jest to niezwykle proste; riffy są dla rakietowej fizyki tym, czym ziarenko piasku dla pustyni, i zazwyczaj tego rodzaju minimalistyczne podejście do pisania nie wydaje mi się najciekawsze, ale ten australijski duet nie skupia się na niuansach, a na czystej skuteczności, co oznacza, że trudno sobie wyobrazić jakikolwiek jasny i radosny dzień po tym, jak zmiażdżyli cię w zwolnionym tempie swoją muzyką. Process to Annihilation jest co najwyżej skuteczny, ale trzeba do niego podchodzić z praktycznie zerowymi oczekiwaniami poza śmiercią od dźwiękowego odpowiednika czarnego płuca.
Grube, powolne linie basowe stanowią podstawę serii monolitycznych, rozległych akordów, które rozciągają się od depresji do wyginięcia, często przekształcając się w bardziej „przyspieszone”, kipiące deathmetalowe tremolo, które sprawiają wrażenie, jakby ktoś zgubił coś w twoich wnętrznościach i przeszukiwał je, aby to znaleźć. Sprzężenie zwrotne wybucha bez wahania, a wokale oscylują między gardłowymi, czarnymi dziurami a chlupoczącymi, żółciowymi warknięciami, a perkusja uderza z ponurą pewnością, która zaprzecza szybkości i techniczności, a to wszystko, czego naprawdę się od nich oczekuje. Wprowadzają kilka pasaży i efektów przypominających spoken word, które nadają „Procession” całkowicie współczesny charakter – to nie zagłada starożytności, ale szalejących społeczeństw przemysłowych XX wieku, i emanuje tym samym rodzajem bezradności, którą można odczuwać przeglądając zdjęcia z I lub II wojny światowej, dokładnie tak, jak sugerują wyburzone budynki w broszurze. Płyta zawiera tylko cztery utwory o długości od 8 do 14 minut i nie ma między nimi zbyt wielu różnic, ale produkcja jest tak surowa i megalityczna, że odzwierciedla moją reakcję na takie brytyjskie zespoły jak Bolt Thrower czy Godflesh, tylko przepuszczoną przez lodowate tempo Winter czy Disembowelment.
Choć większość gitarowych brzmień jest dość nieoryginalna i przewidywalna, The Nihilistic Front zdaje się unikać typowej, nudnej reakcji, ponieważ brzmią tak cholernie ciężko, że ta mdła struktura znów wydaje się kompletna... albo świeża... albo nowa. Nie mogę patrzeć ani słuchać tego albumu bez poczucia, że dostałem dokładnie to, co chcieli, dokładnie to, na co zasługiwałem, i myślę, że to sprawia, że łatwo go polecić purystom death/doom, którzy pragną rozdzierającego duszę, nieprzejednanego i całkowicie pozbawionego nadziei brzmienia. Nie usłyszysz subtelnego blasku, nie dostrzeżesz świateł ani końca tuneli, promieni słonecznych wyłaniających się z chmur... tylko niekończącą się, pieprzoną sadzę wydobywającą się z kominów, osiadającą na skórze i sprawiającą, że dusisz się ze strachu. Nie słuchaj, dopóki nie będziesz miał urodzin, ślubu ani żadnego ważnego wydarzenia w życiu, na które musisz się uśmiechnąć i ciepło przytulić. Zamiast tego posłuchajcie tego później, kiedy w końcu zrozumiecie, że wszelka nadzieja i szczęście to nic innego jak ulotny, pusty namiastka realiów wszechświata... pustka, wszechogarniająca ciemność i rozpacz oraz cywilizacje cyklicznie zmierzające ku swemu nowotworowemu kresowi. Z góry przepraszam.
Udział
