Dawnbreed Records
WHARFLURCH - Shittier/Slimier CD
WHARFLURCH - Shittier/Slimier CD
Cena regularna
€10.00
Cena regularna
Cena promocyjna
€10.00
Cena jednostkowa
/
na
W magazynie
Nie można załadować gotowości do odbioru
Label:
Dawnbreed Records
Categories: Death metal , Nowości , płyta CD
Było lato 2021 roku. Skończyliśmy nagrywać „Psychedelic Realms…”, czekając tylko na premierę we wrześniu. Skończyliśmy nagrywać/filmować „Transmissions…” kilka miesięcy temu i co tydzień graliśmy w szopie prób, nie mając żadnych koncertów w zasięgu wzroku aż do 3 września, daty premiery/pierwszego koncertu. W rezultacie nagraliśmy materiał, nad którym pracowaliśmy, w nieco bardziej prymitywnym, mobilnym studiu, takim samym, jakiego użyliśmy do nagrania „Shitslime”. Po nagraniu, utwór popadł w zapomnienie… Aż do połowy lub końca 2022 roku, utwory zostały ponownie odkryte, a w ślad za fizycznym rozpadem zespołu, dogrywanie gitar, syntezatorów i wokali rozpoczęło szczery wysiłek, aby nadać kształt temu niesamowitemu, ujarzmionemu chaosowi, który udało nam się uchwycić. W miarę jak te „dema” stawały się coraz bardziej pisane, psychodeliczna produkcja i rozbudowane struktury utworów zaczęły łączyć się w coś bardziej przerażająco magicznego, ukazując zupełnie inną stronę FLURCH. Zostało to stworzone jako dokument czasu, zaklęcie rzucone na wiatr i psychodeliczna podróż jednocześnie. Podróż w głąb eksploracyjnych, ciężkich riffów i nieziemskiej atmosfery, niczym deathmetalowy jam band próbujący przywołać zagładę zza horyzontu.
Autor: Kris Wilson:
Choć gęste, tajemnicze, mroczne i momentami wręcz wrogie, podziemne krainy death-doomu skrywają wiele tajemnic. Spośród wszystkich tych głębokich utworów, które wielu uważa za jedne z najlepszych w całym undergroundzie, Wharflurch wywarł już spory wpływ na tych, którzy zetknęli się z jego ścieżką destrukcji. To death-doom nieprzyjazny użytkownikowi; zespół, który zdaje się mieć na celu raczej zepsucie i skazę niż oferowanie choćby cienia eskapizmu. Ich działalność od początku w 2019 roku przyniosła wiele EP-ek, splitów i ogromny album długogrający, który tak naprawdę przygotował grunt pod ofensywę Wharflurch, mającą na celu stanie się undergroundową sensacją. Przerwa postawiła jednak wszystko pod znakiem zapytania, a perspektywa poddania się Wharflurch była nieunikniona. Jednak siła grime'u przetrwała, a Wharflurch zreorganizował się, by kontynuować swój wspaniały atak na samą ideę zdrowego rozsądku. Uzbrojony w żarłoczne demo, będące zaledwie preludium do tego, co ma nadejść, Wharflurch po raz kolejny przygotowuje się do absolutnej dominacji. To dzieło będące uosobieniem bezkompromisowej, mięsożernej sztuki. Niezwykle ciężkie i bardziej niż chętne do wywoływania tortur, by zapewnić, że żaden z ocalałych nie zostanie, a ofiary będą żyły w stanie wiecznego, maksymalnego cierpienia. W tych siedmiu przerażających utworach nie ma ani krzty wyrafinowania ani polerowania, Wharflurch nie szczędzi nawet krzty ludzkiego ducha dla wszystkich tych „GÓWNIEJSZYCH/ŚLIMNIEJSZYCH” wezwań z wszechogarniającej otchłani ciemności, nad którą Wharflurch ewidentnie sprawuje władzę. To podziemne mistrzostwo, które manifestuje się w niektórych ze swoich najpotężniejszych i najbardziej wynaturzonych form, a sama koncepcja tego istnienia to dopiero początek odnowionej ofensywy Wharflurcha, która może sprawić, że ugniesz się pod kolanami. Cokolwiek jednak nastąpi, nikt nie może zaprzeczyć, że ta oferta nie zostanie łatwo zapomniana, a jej efekt domina wywołany przez nią będzie na tyle silny, że wywoła pierwotne instynkty strachu i ucieczki u każdego, kto znajdzie się w obliczu jej ogromnej obecności.
Autor: Kris Wilson:
Choć gęste, tajemnicze, mroczne i momentami wręcz wrogie, podziemne krainy death-doomu skrywają wiele tajemnic. Spośród wszystkich tych głębokich utworów, które wielu uważa za jedne z najlepszych w całym undergroundzie, Wharflurch wywarł już spory wpływ na tych, którzy zetknęli się z jego ścieżką destrukcji. To death-doom nieprzyjazny użytkownikowi; zespół, który zdaje się mieć na celu raczej zepsucie i skazę niż oferowanie choćby cienia eskapizmu. Ich działalność od początku w 2019 roku przyniosła wiele EP-ek, splitów i ogromny album długogrający, który tak naprawdę przygotował grunt pod ofensywę Wharflurch, mającą na celu stanie się undergroundową sensacją. Przerwa postawiła jednak wszystko pod znakiem zapytania, a perspektywa poddania się Wharflurch była nieunikniona. Jednak siła grime'u przetrwała, a Wharflurch zreorganizował się, by kontynuować swój wspaniały atak na samą ideę zdrowego rozsądku. Uzbrojony w żarłoczne demo, będące zaledwie preludium do tego, co ma nadejść, Wharflurch po raz kolejny przygotowuje się do absolutnej dominacji. To dzieło będące uosobieniem bezkompromisowej, mięsożernej sztuki. Niezwykle ciężkie i bardziej niż chętne do wywoływania tortur, by zapewnić, że żaden z ocalałych nie zostanie, a ofiary będą żyły w stanie wiecznego, maksymalnego cierpienia. W tych siedmiu przerażających utworach nie ma ani krzty wyrafinowania ani polerowania, Wharflurch nie szczędzi nawet krzty ludzkiego ducha dla wszystkich tych „GÓWNIEJSZYCH/ŚLIMNIEJSZYCH” wezwań z wszechogarniającej otchłani ciemności, nad którą Wharflurch ewidentnie sprawuje władzę. To podziemne mistrzostwo, które manifestuje się w niektórych ze swoich najpotężniejszych i najbardziej wynaturzonych form, a sama koncepcja tego istnienia to dopiero początek odnowionej ofensywy Wharflurcha, która może sprawić, że ugniesz się pod kolanami. Cokolwiek jednak nastąpi, nikt nie może zaprzeczyć, że ta oferta nie zostanie łatwo zapomniana, a jej efekt domina wywołany przez nią będzie na tyle silny, że wywoła pierwotne instynkty strachu i ucieczki u każdego, kto znajdzie się w obliczu jej ogromnej obecności.
Udział
