SELFMADEGOD RECORDS
WOJCZECH - Pulsus Letalis CD
WOJCZECH - Pulsus Letalis CD
Zapas wyczerpany
Nie można załadować gotowości do odbioru
Długo oczekiwany drugi pełnowymiarowy album niemieckiego WOJCZECH nosi tytuł „Pulsus Letalis” i został nagrany przez Pierre'a Bernharda w Sessionstudio / Ostseerockstudio, a zmiksowany i zmasterowany przez Harrisa Johnsa (CORONER, KREATOR, VOIVOD, PESTILENCE) w Musiclab. Album zawiera 12 utworów o szybkim, maniakalnym chaosie. Dysonansowe, monolityczne ściany gitary na tle samouczka w blast beatach – monumentalny grind i metal z ostrym brzmieniem! Fani DISCORDANCE AXIS, REPULSION, PHOBIA, EXCRUCIATING TERROR, GASP, SOB i DISRUPT powinni pokochać WOJCZECH.
Slugmag:
Wojciech świetnie łączy death, klasyczny crustowy grind i grind podsycany punkiem. W tym roku może pojawić się wiele zespołów i wydawnictw grindcore'owych, ale nie pozwól, żeby to był jeden z tych, które przegapiłeś.
Recenzja z MetalReview.com:
Ostatnia płyta tych niemieckich grinderów trafiła w mój gust w 2005 roku — Sedimente była surowa, dysonansowa, wściekła, zapożyczona zarówno od Tragedy / From Ashes Ris e crust punk, jak i Assuck / Extreme Noise Terror . Ta płyta nie miała być klasykiem, ale była cholernie dobrym grindowym odkryciem, które było wielokrotnie odtwarzane odkąd ją znalazłem i które nadal bardzo lubię, gdy wracam do niego na potrzeby tej recenzji. Teraz, pół dekady później, Pulsus Letalis widzi zespół idący o krok w stronę mniej brudnej części swojej formuły, porzucając niektóre z bardziej crustowych tendencji na rzecz bardziej dopracowanego ataku przypominającego niedawny Napalm Death .
W ciągu pięciu lat od wydania „Sedimente” , Wojczech robił to, co zawsze – koncertował, wydawał kilka splitów, koncertował i koncertował. Według materiałów prasowych, doskonalili utwory Pulsus Letalis na scenie, grając koncerty na czterech kontynentach w ostatnich latach, a wynikająca z tego zwartość dobrze doświadczonego zespołu jest tu widoczna na każdym kroku. Perkusista Stephan Gottwald błyszczy szczególnie, balansując zmiany tempa, uderzenia D i blasty z wyraźną łatwością. Gitarzysta Stephan Kurth preferuje brzęczące, otwarte riffy zamiast polegać na grubych akordach – jego gra na gitarze jest często o wiele bardziej hałaśliwa niż młotkowa.
Choć w pierwszej połowie Pulsusu zespół skłania się ku bardziej bezpośredniemu podejściu, Wojczech wystarczająco się rozgałęzia, by utrzymać zainteresowanie, i robi to coraz częściej w miarę postępu płyty — przykładem są nieregularne, spiralne gitary i zmiany tempa w „Leitkultur”. W momentach takich jak ten utwór, zabójczy utwór tytułowy czy wstęp do „Rausch”, Pulsus wkracza na bardziej atonalne wody, stosując bardziej otwarte, zabarwione post-punkiem podejście obok wybuchowych — brzęczących arpeggio, wijących się przebiegów, dysonansowych brzęków, kontrastujących momentów mniej przytłaczającej atmosfery, a nawet kilku groovy beatów, choć wszystko to wciąż pod przykrywką uporczywego krzyku. Choć Pulsus zaczyna się od dobrego, prostego grindowania, to właśnie ta późniejsza część płyty wydaje mi się najciekawsza — pomijając solidną, ale pozbawioną zbędnych wydarzeń wersję „Maggots In Your Coffin” zespołu Repulsion , druga połowa zawiera najbardziej charakterystyczne kompozycje zespołu, ich zmieniające się struktury i melodyjne zwroty akcji orzeźwiające i intrygujące w zestawieniu z czystym łamiącym głowę brzmieniem wcześniejszych utworów, takich jak „Weltenfresser” czy „Zitat”.
Podczas gdy Sedimente został wyprodukowany i zmiksowany przez thrashmastera Harrisa Johnsa ( Voivod , Kreator , Coroner ), Pulsus został nagrany przez Pierre'a Bernharda i zmiksowany przez Johnsa. Zgodnie ze zmianą w kierunku mniej wyraźnie punkowego klimatu, Pulsus ma mocniejszy, bardziej uderzający miks niż jego poprzednik — jest głośniejszy, ostrzejszy, zauważalnie ostrzejszy w tonach gitary. To powiedziawszy, ta zmiana jest koniecznie plusem — jest bardziej dopracowany, być może, ale mniej jasne i metaliczne brzmienie Sedimente lepiej pasowało do estetyki zespołu. Ponadto dzwoniące alikwoty na werblu mnie denerwują — wyróżniają się najbardziej rażąco w początkowych fragmentach „Weltenfresser”, w wybuchowym (i poza tym znakomitym) „Izotope”, a szczególnie w średnio-tempowym, mozolnym wstępie do „Rausch”.
Pomijając wszelkie niezbędne drobiazgi, Pulsus Letalis , podobnie jak Sedimente , nie jest arcydziełem, ale to kolejny dobry, przyjemny element w czapce bardzo solidnego, niedocenianego zespołu grindcore'owego. Nic, co jest dostępne, nie jest przełomowe, ale Wojczech łączy ich wpływy i elementy składowe w przyjemną kakofonię. Brakuje mi nieco bardziej szorstkiego brzmienia ich wcześniejszej twórczości, więc uważam, że Pulsus jest pod tym względem niewielkim krokiem wstecz w stosunku do starszego brata, ale mimo wszystko, wciąż jest dobrze nagrany, a Wojczech pozostaje niedocenianym zespołem.
A dla tych, którzy się zastanawiają, myślę, że wymawia się to „voy-cheh”.
Udział
