Pomiń, aby przejść do informacji o produkcie
1 z 1

Crucial Blast

WOLVSERPENT - Gathering Strengths/Blood Seed 2xCD (digipak)

WOLVSERPENT - Gathering Strengths/Blood Seed 2xCD (digipak)

Cena regularna €13.00
Cena regularna Cena promocyjna €13.00
W promocji Wyprzedane

W magazynie

Label: Crucial Blast

Categories: płyta CD

Wcześniej znani jako Pussygutt, duet blacked psychodelicznych dronemetalowców z Boise w stanie Idaho zmienił nazwę na znacznie bardziej złowieszczo brzmiącą Wolvserpent w 2010 roku. Nazwa jest tak naprawdę jedyną rzeczą, która się zmieniła, ponieważ okultystyczny hypno-doom i ponure, splamione folkiem koszmary, które zaludniały ich poprzednie albumy, są tutaj nienaruszone. Ta podwójna płyta Crucial Blast zbiera zarówno Gathering Strengths Lp (Olde English Spelling Bee), jak i Blood Seed Lp (20 Buck Spin), które wcześniej były dostępne tylko w limitowanej edycji winylowej. Materiał został zremasterowany w tym formacie i jest dostępny w ośmiopanelowym digipacku, który zawiera zarówno oryginalną okładkę albumu, jak i nowe obrazy, które dodatkowo uzupełniają awangardowy czarowniczy sludge Wolvserpent.
Pierwotnie wydany pod pseudonimem Pussygutt, album Gathering Strengths oferuje więcej charakterystycznych dla nich, zaciemnionych, dronowych pejzaży i złowrogiego, metalicznego brzmienia, które słyszeliśmy na niesamowitych albumach She Hid Behind Her Veil i Sea Of Sand. Dwa potężne utwory, każdy z nich to tajemnicza i abstrakcyjna bryła zmierzchowego dryfu i bezkształtnej, niskiej czerni. Początek „Gathering Strengths (Silence Within)” to przestrzenna mieszanka abstrakcyjnego, zagłady i upiornych, nocnych nagrań terenowych. Cykanie świerszczy i inne nocne dźwięki lasu otaczają powolny, głęboki świst klarnetu dryfującego przez leśne cienie, dźwięki klarnetu rozciągają się i wiją w macki mrocznego drona, a głęboko pod tym wszystkim kryje się subtelny, dudniący ciężar. W miarę rozwoju utworu, brzęczenie metalu, warkot mis modlitewnych i odległe bicie dzwonów napływają wraz z czymś, co brzmi jak rozstrojone banjo, stłumione struny, rozmyte smugi skrzypiec, dźwięk tlący się przez dłuższą chwilę, rodzaj filmowego, kameralnego dryfu, zapętlone i drapane smyczki stają się coraz bardziej intensywne, a dołącza do nich wspaniała melodia skrzypcowa, która zaczyna płakać ponad mroczną, przezroczystą atmosferą. A potem spokój ustępuje miejsca kłębiącej się czarnej mgle metalicznego ciężaru, dudniącej po krajobrazie, pełzającej po horyzoncie, kipiącej i kłębiącej się tuż za żałobnymi skrzypcami i skrzypiącymi, wirującymi dronami. Drugi utwór zaczyna się czarnym, drżącym brzęczeniem, unoszącym się nad prostym rytmem bębnów i wolno uderzanego tamburynu, który rozpoczyna „Gathering Strengths (Spirit Walker)”, do którego powoli dołączają skrzypce grające prostą, rzewną melodię. Nastrój jest ponury i smutny, z brzęczącymi dronami wiolonczeli powoli rojącymi się w tle. Dźwięk stopniowo narasta, przekształcając się w fale dudniących, doom riffów unoszących się nad horyzontem, nigdy nie stając się nadmiernie ciężkim, zamiast tego rozprzestrzeniając się i przybierając formę mglistego, doomfolkowego rytuału z hipnotyczną melodią skrzypcową, głębokimi instrumentami smyczkowymi i dźwiękowymi syntezatorami, stając się onirycznym, pogrzebowym pochodem, mrocznym i pięknym, surowym i apokaliptycznym.
Czwarty album zespołu, „Blood Seed”, ukazał się w limitowanej edycji winylowej w 2010 roku nakładem wytwórni 20 Buck Spin. Pierwsza połowa składa się głównie z wirującego, nocnego, folkowego dronu, druga zaś przechodzi w połamany, miażdżący ciężar. Pierwsza strona nosi tytuł „Wolv” i rozpoczyna się miękkim, ciepłym rozmyciem syntezatora dryfującego przez czarną przestrzeń – bardzo mroczną, senną i kosmiczną, do której powoli dołącza dźwięk skrzypiec grających melancholijną melodię w tonacji molowej, unoszącą się ponad delikatnym, wirującym szumem klawiszy. Od samego początku brzmienie jest dramatyczne i poruszające, a zarazem ciężkie, z nutą straty i żalu. To uczucie jest wzmacniane, gdy stopniowo dodawane są kolejne warstwy skrzypiec, a struny momentami zanikają w czystym dronie. Po kilku minutach w końcu pojawia się gitara, grająca powolną, przerażającą figurę, graną w zwolnionym tempie, a w połączeniu ze skrzypcami i klawiszami tworzy coś przypominającego nastrojową, żałobną muzykę kameralną. Fragmenty gitary slide są nałożone na górę i brzmi to prawie jak skrajnie przygnębiony i zrozpaczony Amber Asylum. Mniej więcej w połowie strony, perkusja nagle zaczyna grać, a gitara narasta w przypływie ciężkiego przesteru, a duet rzuca się w ten masywny, falujący riff sludge, wszystkie dudniące bębny slow mo i obniżony metaliczny crush, zgrzytliwy riff i dudniące, ultra ciężkie tempo przypominające Melvins, ale ze skrzypcami i klawiszami nadal wirującymi wokół, przekształcającymi ciężar w jakiś tajemniczy folk-doomowy rytuał. Do tego momentu było to mniej lub bardziej instrumentalne, ale teraz zaczynają pojawiać się wyjące, niezrozumiałe wrzaski, dźwięk opętanych przez demony gardeł krzyczących pośród monstrualnego doom jam session odbywającego się w środku lasu o północy, pojedynczy riff mielący w kółko, wspierany przez legion klasycznych skrzypiec, warstwowy i skomplikowany, ale całkowicie transowy. Pojawiają się kolejne efekty, a także dziwne pogłosy i monotonne gitarowe nuty, skrzypce wybijają się w przejmujące kontrmelodie, dźwięk staje się niesamowicie potężny, gdy strona zbliża się do końca pierwszej, aż perkusja cichnie, a gitara rozprasza się w chmurze gęstego sprzężenia zwrotnego, a następnie przechodzi w te czarowne skrzypce i chmury buczenia wzmacniacza. Strona „Serpent” zaczyna się od tego momentu, z miękkimi smugami skrzypiec liżącymi krawędzie brzęczącej gitary opartej o wzmacniacz, tryskającej czarnym sprzężeniem zwrotnym. Potem słyszymy odległe wycie wilków, ich krzyki formują się w rodzaj melodii, która łączy się z pozostałymi elementami, a smyczki rozpraszają się w miękką, krążącą melodię ponad dudniącym gitarowym szumem. Po kilku minutach wszystko to ponownie cichnie, a pojawia się pełzająca, stłumiona gitara, grająca przez chwilę złowieszczy riff w stylu Sabbathoid, zanim cały zespół znów się pojawi, wyciskając kolejny potężny, mulisty, metaliczny śpiew. Wilcze wycie ponownie pojawia się za dudniącym, zwolnionym metalem. Do chóru dziwnych, nocnych okrzyków dołączają kolejne wrzaski, jęki, echa i skandujące głosy, przywołujące obrazy nocnego, garażowego doom jam session w wykonaniu sabatu czarownic. Muliste riffy i ciężkie bębny przyspieszają do dudniącego groove'u, by następnie zwolnić do czystego, smolistego lenistwa – wężowatej, gotyckiej uczty szlamu, która ciągnie się aż do samego końca albumu.

Pokaż kompletne dane